Wiedźmy

Wykreowany przez popkulturę obraz wiedźm – pomarszczonych, bezzębnych staruszek w łachmanach – nijak się ma do wizji zaprezentowanej w nie najnowszym już dziele duetu Snydera i Jock’a. Choć od premiery wydania polskiego minęło pięć lat, Wiedźmy nieustannie zachwycają coraz szersze grono wielbicieli komiksu i horroru. Nie jest to na pewno literatura dla osób znerwicowanych, o bujnej wyobraźni. Szczerze – kadry z komiksu będą mnie straszyć przez kilka wieczorów, co bardzo dobrze świadczy o wartości tego utworu.

Po dramatycznym epizodzie, nastoletnia Sailor Rooks wraz z rodziną przeprowadza się do malowniczego, otoczonego lasami, prowincjonalnego miasteczka. Pomimo rozlicznych lęków i problemów emocjonalnych dziewczynka może liczyć na wsparcie kochających rodziców. Rodzina ostatnimi czasy została mocno doświadczona przez los; matka dziewczynki po wypadku komunikacyjnym porusza się na wózku inwalidzkim, a będąca ofiarą rówieśniczej przemocy Sailor stała się główną podejrzaną w sprawie zaginięcia jej oprawczyni, Annie. Cała trójka ma nadzieję na rozpoczęcie nowego życia, pozbawionego błysków fleszy i zbędnych pytań o przeszłość.

Pierwsze panele komiksu nie są bynajmniej nudne; autorzy przenoszą czytelnika w czasie o kilkadziesiąt lat, kiedy w tym samym lesie bezimienna kobieta toczyła walkę o przeżycie. Od pierwszych stron mamy świadomość, że prowincjonalny spokój jest pozorny, a w gęstych lasach czai się uśpione, przedwieczne zło. Tożsamość ofiary, ujawniona w toku historii, jest ciekawym twistem spinającym przeszłość i teraźniejszość.

Konstrukcja opowieści jest ciekawa. Wykorzystując stosunkowo proste zabiegi, w tym liczne zwroty akcji i dygresje, scenarzysta utrzymuje wysoki poziom napięcia przez całość lektury, nakreśla celnie osobowość poszczególnych bohaterów, by na koniec zaserwować tak krwiste zakończenie, jak i epilog. Akcja toczy się wartko, na co wpływ ma także objętość komiksu liczącego niespełna dwieście stron.

Tym, co niewątpliwie należy przyjąć na plus, jest wielowymiarowość utworu. W pierwszej warstwie otrzymujemy klasyczny horror z doskonale dozowanym dreszczykiem i fantastyczną narracją. W drugiej – obserwujemy głęboką więź między córką a ojcem, wystawianą wielokrotnie na próbę z uwagi na błędy i emocje obojga. Jest ona tak naprawdę osią fabuły, niezwykle dynamiczną z racji problemów lękowych bohaterów oraz hormonalnej burzy dorastającej Sailor, którą rodzice tłumaczą wiele dziwnych zachowań dziewczynki. W trzeciej – scenarzysta serwuje nam filozofię wyższą, skłaniając do rozlicznych rozkmin na temat przeznaczenia, pożądania i ofiar, które w jego imieniu człowiek jest w stanie ponieść. Poszczególne wątki łączą się bardzo klarownie, tworząc spójną, bardzo konkretną całość.

Trzeba przyznać, że ilustrator dobrze odnalazł się w tak skonstruowanej historii i zaproponował czytelnikowi prawdziwą ucztę dla oczu. Na wyrazistą kreskę, dopełnioną kolorem podkreślającym grozę lub jej brak, narzucono tekstury, a w niektórych miejscach także akwarele. Niekiedy ilustracje są słabo czytelne, jednak wydaje się, że to zamierzony efekt, który czytelnikowi może się spodobać lub nie. Jeśli o mnie chodzi, nie wyobrażam sobie innej szaty graficznej w tego rodzaju opowieści. Rysunki doskonale budują klimat, wprowadzają atmosferę chaosu, lęku, niepewności. Jest krwawo i tajemniczo. Spodobał mi się trik z ostatnim dymkiem w kadrze, który tak naprawdę jest początkiem sceny widniejącej na kolejnej karcie.

Chwilę uwagi warto poświęcić tytułowym wiedźmom, które w niczym nie przypominają znanych nam z ekranu lub Internetu czarownic, tudzież szeptuch. Wiedźmy Snydera i Jock’a są istotami na wpół zwierzęcymi, o aparycji mocno odrażającej. Siła, wyostrzone zmysły i wieczny głód czynią z nich straszliwego przeciwnika, z którym zwykły śmiertelnik nie ma szans.

Czym jest szczęście i jak wiele jest w stanie poświęcić człowiek dla jego zdobycia? W jaki sposób ratować więzi rodzinne, gdy samemu zaliczyło się w życiu całe mnóstwo kuriozalnych, rodzicielskich wpadek? Jak wygląda świat oglądany oczyma osoby psychicznie chorej? Czy niepamięć jest naprawdę antidotum na zmartwienie? Czym jest cierpienie i jaki ma ono sens? Czy wiedźmy istnieją naprawdę? Do czego zdolne są osobowości narcystyczne? Czy przeznaczeniem, historią rodu można usprawiedliwiać własne niegodziwości? Te i inne pytania będą zapewne towarzyszyć czytelnikowi przez dłuższy czas po zakończeniu lektury.
Jedynym mankamentem jest według mnie dość luźne podejście do rodowodu wiedźm; spodziewałam się czegoś więcej. Tytułowe stwory po prostu działają, wiedzione instynktami; nie ma tu miejsca na niepotrzebne rozważania na temat ich genezy i ewolucji, co pozostawia lekki niedosyt, przekładając się jednak na wartką akcję.

Trzymam w ręku porządne wydanie od Mucha Comics. Twarda okładka opatrzona niezwykle klimatyczną grafiką stanowi ozdobę regału. Na zakończenie wydawca zaproponował kilka stron tytułem posłowia oraz niewielki szkicownik.
Dopracowany pod każdym względem horror, do którego dzieci nie powinny bodaj zajrzeć. Od dziś słowo wiedźma będzie budziło we mnie naprawdę mroczne skojarzenia…

TECHNIKALIA:
Tytuł:Wiedźmy
Scenariusz: Scott Snyder
Rysunki: Jock
Kolor: Matt Hollingsworth
Tłumaczenie: Robert Lipski
Wydawnictwo: Mucha Comics
Premiera: 28-07-2017
Liczba stron: 192
Format: 180×275 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
ISBN 978-83-61319-92-4
Wydanie pierwsze

Opublikowane przez Czarymary

Fotografia, książki, komiksy, magia. buycoffee.to/Czarymary

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: