Conan Barbarzyńca. Kraina lotosu

W poprzednim tomie Conana Barbarzyńcy Tygielduże wrażenie zrobiła na mnie historia o tytule „Klątwa Nocnej Gwiazdy” Bez żadnych oczekiwań zabrałem się za kolejny, widziałem, że dostanę kontynuację w jakiejś formie, zapewne generycznej, jednak przyjemnie rozczarowałem się tym, co potrafił wyrzucić z siebie Jim Zub. 

Tytułowa „Kraina lotosu” to opowieść, na jaką liczyłem od komiksu tego typu, przy której będę bawił się świetnie. Pięć pierwszych zeszytów starannie przygotowanej opowieści, kontynuuje poczynania poprzednika, osiąga kulminację w kraju zwanym Khitaj. Conan po całym szaleństwie z przeklętym mieczem, dostaje się do niewoli, podczas której jest przesłuchiwany i transportowany, aby zostać osądzony przez lokalne władze. Szybko poznaje Meiwei, inteligentną piękność, dzięki której zostaje wciągnięty w świat kolejnej porcji tajemnic, bitek, czarów oraz rozgrywek politycznych. Wszystkie te składniki wydają się zapewne znajome wielbicielom tytułowego bohatera, jednak często chodzi o sposób podania, próbę zaskoczenia czytelnika oraz kreację klimatu, w których toczy się historia. A tym razem padło na krainę, która żywo przypomina Chiny wraz z ich strojami oraz obyczajami, co samo w sobie jest inne dla mieszkańca USA czy też Europy. Starannie są tu tłumaczone poszczególne niuanse, nic nie dzieje się nagle, scenarzysta sprawnie wykorzystuje przestrzeń, którą zaplanował tak, aby zaangażować czytelnika i wciągnąć go w swoją zabawę. I muszę przyznać, że dałem porwać się tej wizji, całość przedstawia się wiarygodnie, od samego początku intryga może nie wciąga mocno, ale im dalej, tym rewelacje okazują się coraz lepsze i pchają do brnięcia mu końcowi. Przy czym zaznaczę, to typowy, dobry Conan takiego jak lubię, tylko podany w orientalnym sosie, który czyni go łatwo i przyjemnie zjadliwym, niczym kurczak w sosie słodko kwaśnym. 

Nie obyłoby się bez odpowiednich rysunków, które tym razem dostał pod opiekę Cory Smith, a również kupiła mnie jego wizja bohaterów, jak i świata, który gdy trzeba, jest mroczny lub też kolorowy i pstrokaty, gdy stawiamy na unikatowe widoki Khitaju. Wszystko wygląda tak, jak powinno, ociera się o realizm, który tak sobie cenimy na kontynencie europejskim. Oczywiście tła nie zawsze zostają wypełnione, ale to już standard w Ameryce. Niestety efekt całości psuje Israel Silva, którego kolory są ewidentnie nałożone komputerowo i to widać poprzez proste nałożenia barw. Rozmycia są momentami nierealne, wyglądają po prostu sztucznie. 

Ale niestety to nie wszystko złe w tym tomie, gdyż zostały jeszcze dwa zeszyty, których po prostu mogłoby tu nie być. Sprawiły, że klimat całości osiadł niczym statek na mieliźnie.  „Ofiara na morzu” zapowiadała ciekawy wątek, ale snuła się jak spacer dookoła jeziora Śniardwy w deszczowy dzień. A potem przyszedł zestaw antologii, który ubił w moim uczuciu całość, nie obiecując kompletnie nic na szczycie orientalnie podanego tortu. Ot taka rodzynka w serniku, której jeden rabin powie tak, a drugi nie. Odkładam i chcę mieć w głowie tylko „Kwiat lotosu” 

Plusy:

🌸historia „Kwiat lotosu” 

🌸klimat „Kwiatu lotosu” 

🌸rysunki Cory Smitha. 

Minusy:

🧐ostatnich dwóch zeszytów mogłoby po prostu nie być. 

TECHNIKALIA:

Scenarzysta: Jim Zub

Ilustrator: Cory T. Smith

Tłumacz: Bartosz Czartoryski

Typ oprawy: miękka ze skrzydełkami

Wydawca: Egmont

EAN: 9788328153004

Liczba stron: 176

Wymiary: 16.7×25.5cm

Data premiery: 26.10.2022

Dziękuję Wydawnictwu Story House Egmont za udostępnienie komiksu do recenzji.

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: