Noc Świętego Bartłomieja (Rzeź Hugenotów) – Wydanie Zbiorcze

W komiksach fascynuje mnie najbardziej to, że stanowią one potężne medium umożliwiające przekaz wiedzy z każdej praktycznie dziedziny w formie niezwykle atrakcyjnej, zapadającej mocno w pamięć z racji wielozmysłowego oddziaływania na czytelnika. Choć do podręczników historycznych nigdy nie pałałam wielkim sentymentem, z ochotą sięgam po ten gatunek komiksu. 

Fot. Czarymary

Wiek XVI we Francji to czas niezwykle żywych konfliktów na tle religijnym – pomiędzy zwolennikami reformacji a katolikami. To również okres starć wielkich rodów, z których każdy pragnął wyszarpać dla siebie jak najwięcej władzy. Katarzyna Medycejska, matka króla Karola, posiadająca znaczące wpływy polityczne, począwszy od 1562 roku, wdrażała powoli politykę tolerancji wyznaniowej, dotąd nieznaną w kraju. Przypieczętowaniem swoistego sojuszu religijnego pomiędzy katolikami i hugenotami miał być ślub córki Katarzyny Medycejskiej – Małgorzaty z protestanckim władcą Nawarry. Odbywająca się z niezwykłym rozmachem uroczystość przyciągnęła do Paryża najznamienitszych przedstawicieli hugenotów. Jak wiadomo, to właśnie wówczas doszło do straszliwej rzezi.  

Niniejszy cykl składa się z trzech tomów. W pierwszym z nich poznajemy głównego bohatera opowieści – Eliasza Sauveterre’a. Najstarszy syn barona, po porwaniu dwojga jego rodzeństwa przez nieznanych sprawców (papistów), wyrusza na poszukiwania brata i siostry. Nie znalazłszy dzieci, zaciąga się do armii i bierze aktywny udział w wojnach religijnych dręczących Francję. Z chwilą podpisania przez króla nowego edyktu o tolerancji, Eliasz postanawia wrócić do rodzinnego zamku. Niebawem wraz ze swoim ojcem wyrusza do Paryża, aby uczestniczyć w uroczystościach ślubnych Małgorzaty i Henryka.

Gdy wybuchają zamieszki, Eliasz z pomocą kochanki opuszcza Luwr, pragnąc ostrzec przebywających po drugiej stronie rzeki hugenotów przed planowaną masakrą. Ten niezwykły akt odwagi rozpoczyna ciąg przygód mężczyzny kontynuowanych w drugim tomie cyklu. Ostatnia część stanowi wyjaśnienie wielu wątków poruszanych wcześniej, na zasadzie licznych retrospekcji i odniesień. Poznajemy w niej prawdziwe przyczyny porwania rodzeństwa oraz motywy zemsty bohaterów – Scypiona i Klemensa.

Trzeba przyznać, że autorzy – zachowując wierność źródłom historycznym – w niezwykle interesujący, barwny sposób ukazali zarówno kulisy wybuchu zamieszek, jak i faktyczne rozmiary rzezi. Zasiadając do recenzji, zgłębiłam ten temat i muszę przyznać, że scenarzysta zadbał o najdrobniejsze detale. Są one podane w sposób naprawdę przystępny, trafiając niekiedy czytelnika jak obuchem. Faktycznie pewne wątki zostały mocno spłaszczone, jednak całość układa się w całkiem przyjemny mix fabularno-historyczny.

W mojej ocenie komiks nie ma na celu negowania wartości katolickich, choć na pierwszy rzut oka może to tak wyglądać wobec czarno-białego ukazania oponentów (deprecjacja katolików, wybielenie hugenotów). Nie jest to natomiast jednowymiarowa lektura i warto poszukać w niej także drugiego dna. Prosty lud, sterowany i podburzony przez zaangażowane politycznie persony, zasłaniał się kwestiami religijnymi, w rzeczywistości upatrując w zamieszkach szansy na wzbogacenie się, choćby minimalne. Usprawiedliwienie aktów przemocy stwierdzeniami, iż taka jest boska wola, druzgocąco rozmywały odpowiedzialność, wpływając na rozmiary rzezi. Z kolei elitom rządzącym bardzo to było na rękę. Hugenoci nie są przedstawieni jako krystaliczne postaci. Choć w pierwszych dwóch tomach cyklu jawią się jako niewinne, rozbrojone, mordowane z zimną krwią ofiary, bezwolnie poddające się losowi, w ostatniej części na przykładzie ojca Eliasza możemy obserwować, że i temu odłamowi chrześcijaństwa nie można odmówić hipokryzji. Rzeź hugenotów nie była zatem wyłącznie starciem dwóch różniących się od siebie wyznań; miała podłoże stricte polityczne, a psychologia tłumu dalej zrobiła już swoje.

Po zakończeniu lektury pojawiła się we mnie refleksja, że człowiek nawet Bogiem jest się w stanie posłużyć jako narzędziem do osiągnięcia własnych, często niskich i hedonistycznych celów.

Religia jest tutaj pokazana jako narkotyk dla ludzkich mas, które często ogłupione, zatracają racjonalne myślenie. Zarazem jest to słuszny pstryczek w nos dla kościoła katolickiego, który przez wieki negował własne błędy – jak choćby krucjaty, procesy domniemanych czarownic, ewangelizowanie siłą czy współczesne nam problemy, o których czytamy wielokroć w mass mediach. Choć sama definiuję siebie jako członka wspólnoty chrześcijańskiej, nie uzurpując sobie praw do rozliczania innych z grzechów przeszłości, widzę rażące nadużycia, które zostały kiedyś i bywają obecnie popełniane przez osoby wycierające sobie usta świętymi imionami. Pewne wartości humanistyczne mają charakter uniwersalny i są niezależne od wyznania, rasy, koloru skóry. W mojej ocenie każdy, kto je depcze, czyni po prostu zło – bez względu na to, jaką filozofią się zasłania.

Akcja toczy się niezwykle wartko, równomiernie rozmieszczona na niespełna 200 kartach albumu. Myślę, że twisty fabularne, szczególnie w trzecim tomie cyklu, przypadną do gustu nawet wybrednym czytelnikom. Same dialogi są niezwykle rozbudowane. Jest to w pełni uzasadnione, gdyż komiks ma także walor edukacyjny. Podano daty, wszelkie okoliczności towarzyszące – wszystko łopatologicznie wyłożone w mojej ulubionej „wersji dla głupa”. W konsekwencji dymki dialogów częstokroć przykrywają zbyt dużą część kadru. Zdarza się, że na jednym obrazku jest ich kilka. Nie zawsze jest więc oczywiste, co który bohater powiedział. Biorąc jednak pod uwagę całość narracji, akcji i dynamiki są to niuanse absolutnie wybaczalne. Troszkę rozczarowuje główna postać – Eliasz, który pomimo całego swojego zaangażowania jest pod względem charakterologicznym dość płaski. Bardziej zainteresowali mnie bohaterowie drugoplanowi, z ich pogmatwanymi życiorysami, nie zawsze jasnymi intencjami i nieprzewidywalnością kolejnych kroków. Margot czy Katarzyna Medycejska, czyli historycznie kontrowersyjne postaci, zostały tu zepchnięte na daleki margines. A szkoda.

Szata graficzna budzi we mnie mieszane odczucia. Na pewno na uwagę zasługują utrzymane w konwencji delikatnych akwareli pejzaże. Te kadry, w których widzimy lasy, zamki, uliczki miast, wnętrza są niezwykle realistycznie wykonane. Jeśli chodzi o zbliżenia, odnoszę wrażenie, że autor popadł w pewien schematyzm. Rysy twarzy postaci są podobne i szczególnie w przypadku królów — Karola i jego braci — czytelnik naprawdę musi zastanawiać się często, którego z synów Medyceuszki ma właśnie przed oczami. Podobnie kobiety – dwórki królowej są niemalże identyczne. Ten aspekt budzi niedosyt, rekompensowany z całą pewnością rozmachem narysowanych ze szczegółami krajobrazów. Na uwagę zasługują niezwykle obrazowo przedstawione sceny walki, masakry czy trupów. Tutaj dopiero widzimy prawdziwy kunszt rysownika. Czytelnik przewraca kolejne karty i ma wrażenie, że obserwuje rzeź na własne oczy. Obrazy są utrzymane w tonacji pastelowej, miejscami piaskowej, co doskonale podkreśla grozę chwili i podły nastrój.

Z uwagi na brutalne sceny morderstw, gwałtów, walki, krew, setki trupów, seks i rozpustę na francuskim dworze, komiks dedykowany jest oczywiście czytelnikom dorosłym.

Jeżeli o mnie chodzi, poddawszy warstwę graficzną lekkiej cenzurze – usuwając kilka rozbieranych scen, które ewidentnie zostały zawarte tylko dla uciechy męskiej części czytelników i tak naprawdę niczego do historii nie wnoszą – z całą resztą okrucieństwa poleciłabym go do przeczytania wszystkim uczniom powyżej 10 roku życia. Żyjemy w czasach względnie spokojnych. Nie dotknęła nas nigdy tragedia choćby porównywalna do apokaliptycznych scen zaprezentowanych przez rysownika. Tym samym wychowujemy nasze dzieci na poły w świecie iluzji, gdzie śmierć czy wojna są tematami tabu. Myślę, że każdy młody człowiek powinien już w szkole podstawowej zetknąć się choćby właśnie w takiej formie – w przeciwieństwie do filmu, bezpiecznej – z obrazem bezsensownej rzezi, by budować własną wrażliwość, empatię i uczyć się wartości humanistycznych oraz logicznego myślenia (pod okiem rodzica, rzecz jasna). Komiks doskonale przedstawia, do czego zdolny jest motłoch umiejętnie sterowany przez nawiedzonych kaznodziejów i żądnych władzy polityków.

Wydanie zbiorcze w twardej oprawie liczy 170 stron fabuły. Na końcu albumu znajdują się krótkie notki przybliżające historyczne tło wydarzeń. Wydawca zaproponował papier kredowy, który osobiście preferuję z racji wysokiej jakości odwzorowania barw, zatem pod względem estetycznym lektura sprawiła mi wielką przyjemność.

Choć opisane w albumie zdarzenia są powszechnie znane, autorzy zaproponowali potężny kawałek wiedzy w naprawdę interesującym opakowaniu. Bogactwo szczegółów, plastyczność obrazów i duża dawka emocji sprawią, że czytelnik na długo zapamięta daty, nazwiska i okoliczności jednego z najkrwawszych epizodów w dziejach Paryża.  Po lekturze pojawia się naturalna ochota pogłębienia tego tematu i sięgnięcia po źródła naukowe.

Technikalia:

  • tytuł: Noc Świętego Bartłomieja (Rzeź Hugenotów) – Wydanie Zbiorcze
  • gatunek: Historyczny
  • rok wydania polskiego: 2020
  • wydawnictwo: Elemental
  • scenariusz: Pierre Boisserie, Éric Stalner
  • rysunki: Éric Stalner
  • kolor: Florence Fantini
  • tłumacz: Wojciech Birek
  • wydawca oryginału: Les Éditions des Arènes
  • rok wydania oryginału: 2018
  • format: 215×290 mm
  • oprawa: Twarda
  • papier: Kredowy
  • druk: Kolor
  • ilość stron: 176
  • ISBN: 978-83-955958-1-3
  • dla dorosłych

Opublikowane przez Czarymary

Fotografia, książki, komiksy, magia. buycoffee.to/Czarymary

One thought on “Noc Świętego Bartłomieja (Rzeź Hugenotów) – Wydanie Zbiorcze

  1. O Margot i Henryku polecam Dumasa i/lub Manna.
    Nie wiem, jakie iluzje masz na myśli, bo w publicznych przedszkolach dokooptowano do każdej grupy dzieci z U., i uwierz mi, mimo braku wspólnego języka nagle wszystkie dzieci zaczęły się bać syreny karetki, a samolot przestał budzić zachwyt.
    A dwa- zawsze mnie intrygowało, dla jakiej to przyczyny dla młodych widzów cenzurowC sensu, a nie wydzieranie flaków? Też ostatnio jeden kumpel pecal film, że niby scen łóżkowych rąk, to można by dziećmi. Mimo morderstw. Mam wrażenie, ze dzieci będą miały koszmary po morderstwach, a jak wyjaśnisz sensownie sceny łóżkowe, to dramy niebedzie, ot, ominą z obrzydzeniem, jak gołębia na gołębicy. Czy się mylę? W końcu to seksy sa naturalna częścią życia, a morderstwa nie powinny nią być, ani rzezie…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: