Księżycowy Jeleń

Księżycowy Jeleń jest naprawdę udanym debiutem. Jest to pierwsza powieść graficzna Yoanna Kavege’a, którą zaliczyć należy do gatunku fantastyki; stosunkowo uniwersalnej, gdyż po komiks mogą sięgnąć także młodsi czytelnicy.

Księżycowy jeleń
Fot. Czarymary

Co do zasady komiks jest niemy. Dialogi znajdziemy wyłącznie na kilku kartach albumu. Z tego powodu do lektury podchodziłam z dużą dawką ostrożności, ciekawa, czy autorowi uda się zbudować klimat i fabułę pomimo braku dialogów. Muszę przyznać, że twórca zrobił to po mistrzowsku i z rozmachem.

Księżycowy jeleń

Głównym bohaterem komiksu jest tytułowy Księżycowy Jeleń – istota pochodząca z tajemniczej planety. Jest on po prostu antropomorficznym zwierzątkiem, bardzo przyjemnym w odbiorze, delikatnym, słodkim i dobrym. Czytelnik od razu utożsamia się z nim i mocno mu kibicuje. Fabuła komiksu zawiązuje się w momencie, gdy jelonek ląduje na dziwnej planecie, gdzie spotyka kosmicznego wojownika. Wojownik ten, dosiadając przypominającego łosia stwora, rozpoczyna pościg za jelonkiem. Akcja toczy się wartko, choć jest stosunkowo prosta, a nasz bohater przemierza Wszechświat, lądując na kolejnych planetach i kontynuując coś w rodzaju poszukiwań.

Z czasem okazuje się, że Księżycowy Jeleń jest tak naprawdę wysłannikiem swojego świata, eskortującym tajemniczy artefakt. Od powodzenia misji jelonka ma zależeć przyszłość całego Wszechświata. Kosmiczny strażnik ściga go nieustannie, co nadaje akcji sporo dynamiki w klasycznej konwencji walki dobra ze złem. Bohaterowie wydają nam się czarno biali, jednak dość zaskakujące zakończenie każe zweryfikować tę pierwotną myśl.

Unikatowa konstrukcja komiksu pozwala na wielopłaszczyznowy odbiór. Oznacza to, że komiks możemy czytać dosłownie, a także na granicy alegorii, co sprawia, że opowieść określić można mianem epickiej.

Szata graficzna komiksu z całą pewnością przypadnie do gustu czytelnikom preferującym nasycone kolory, bogactwo szczegółów, oddanie emocji bohaterów poprzez mimikę i ruch. Kreska jest miękka, delikatna, choć nie brakuje tu kontrastów. Na szczególną uwagę zasługuje kolorystyka albumu. Jest ona prowadzona z pietyzmem i różnorodna; inna dla środowiska każdej z planet, na której znalazł się główny bohater. Mamy tu więc do czynienia z dużą ilością fioletu, magenty – w pierwszej fazie fabuły, ale także cudownymi niebieskościami, piaskową żółcią, a nawet pełną tajemnicy szarością dominującą na planecie zamieszkałej przez duchy.

Uwielbiam malarstwo olejne, a przekazane nam wizje artystyczne autora cudownie wpisują się w moje upodobania. Skąpe dialogi pozwalają nam lepiej odczytywać warstwę fabularną, pozostawiając jednak sporo miejsca na własne interpretacje. To wszystko sprawia, że po komiks na pewno będę sięgać wielokrotnie. Jest to ten rodzaj twórczości, do której czytelnik chciałby wracać nieskończoną ilość razy, odczytując ją każdorazowo inaczej i delektując się – naprawdę – szatą graficzną.

Przekazane do rąk czytelnika wydanie jest totalnie nieadekwatne do liczby stron zawartych w albumie. Nie kusząc się o ocenę motywacji wydawców, uznać należy za całkowicie chybioną decyzję o sprzedaży komiksu w miękkiej oprawie. Praktycznie 200 stronicową lekturę otrzymujemy w tekturowej, choć co prawda z nadrukiem, okładce. Wiele do życzenia pozostawia również jakość szycia i klejenia komiksu. Mam nieodparte wrażenie, że album po kilkukrotnym przejrzeniu będzie wyglądał na mocno używany. Takiej oprawy nie uzasadnia w żaden sposób cena, ponieważ osobiście przy tej objętości wolałabym zapłacić za niego więcej, mogąc cieszyć się twardą, porządną obwolutą.

Nie mam żadnych uwag co do druku na dobrej jakości, kredowym papierze. Wszystkie reprodukcje zachowały dzięki temu w pełni swoją paletę barwną. Kolorowe obrazki cieszą oko dużą rozpiętością tonalną i są po prostu piękne.

Moja ocena komiksu jest subiektywna; osobiście oceniam go naprawdę bardzo wysoko. Ponieważ sceny walki są przedstawione niezwykle delikatnie, utwór może trafić do rąk młodzieży, a nawet dzieci. Młodszym czytelnikom zapewne z trudem przyjdzie odczytanie fabuły przy prawie zupełnym braku dialogów, ale jest to oczywiście okazja do wspólnej, rodzinnej lektury.

Technikalia:

  • Tytuł: Księżycowy jeleń
  • Tytuł oryginalny: Moon deer
  • Scenariusz: Yoann Kavege
  • Rysunki i kolory: Yoann Kavege
  • Tłumaczenie: Marta Duda-Gryc
  • Liczba stron: 196
  • Format: 168×230 mm
  • Oprawa: miękka
  • Papier: kredowy
  • Druk: kolor
  • Wydawnictwo: Lost In Time
  • Wydawca oryginalny: Bubble Editions
  • ISBN: 978-83-67270-06-9
  • Data premiery: 6 lipiec 2022
  • Dla dorosłych i młodzieży

Opublikowane przez Czarymary

Fotograf i szamanka w wolnej chwili, WWO. Uwielbiam magiczne, energetyczne miejsca, surrealizm, gwiazdy i księżyc, zwierzęta, a najbardziej moich najbliższych.

4 myśli w temacie “Księżycowy Jeleń

    1. No dokładnie jak mówisz. Ja uwielbiam kredowy, choć faktycznie, jeśli np cała strona ciemna, zostają tłuste plamki, więc wypadałoby w rekawiczkach. Wgl cokolwiek nie dotyczy którejś z dziedzin sztuki, jest kwestia gustu. A każdy z nas lubi inaczej i to jest super. Sama zawartość godna polecenia. Ja zamecze ten komiks, już ma stałe miejsce na mojej wiedźmiej półeczce do zaglądania i wertowania przed snem. Bardzo mnie inspiruje i gada do mnie 👌❤️ Miłego dzionka, kochana. Czekam na Twoje wpisy (dziś przejrzałam rano na szybko Twój blog 🙈)

      Polubione przez 1 osoba

      1. Blog cierpi na brak systematyczności, ubranie świata w słowa jednak wymaga – i to nie tylko czasu. Obrazki na Ig, miedzi_anna. Znajdziesz mnie wśród obserwujących comixxy… ciekawi mnie prowadzenie bloga na spółkę- już parę razy widziałam, jak pary tak robia- I nagle było widać jak na dłoni, kto ma więcej czasu, a kto zaiwania przy zadaniach domowych dzieci 😂😂😂 a tak serio to bardziej pasują mi Twoje opisy. Choć po zielonowlosym z Thorgala miałam koszmary. Ale cokolwiek smarkata byłam. I uderzyło mnie okrucieństwo scenarzysty wtedy. Mógł zrobić ciepły odcinek , budować postaci – ale nie, z grubej rury o szaleństwie i niedopasowaniu. Brr.
        Dobrego wieczoru.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Jak mówisz, ubranie w słowa świata wymaga systematyczności. Dla mnie to forma ucieczki – siadam, czytam, piszę, robię zdjęcia. Nie mam głowy na myślenie, jaka to jestem strasznie samotniusieńka (itp. bzdety, wiadomo, jak to baba, z kompleksami jakimiś; no wiesz pewno, jak jest). Więc konfrontację z emocjami mam rzadziej, a częściej fun, bo mi to faktycznie sporo frajdy wszystko sprawia. A że lubię wielozmysłowo poznawać świat, to obraz + tekst to strzał w dziesiątkę, a jeszcze czasy dzieciństwa we wspomnieniach wracają… Piszmy zatem, twórzmy, ponieważ moc jest w nas. Jutro na spokojnie Cię wyszukam w social mediach 😀

        Polubienie

Odpowiedz na aksinia-kawa-pudelka Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: