Skarga Utraconych Ziem. Rycerze łaski – wydanie zbiorcze

Rycerze Łaski stanowią drugą część serii Skargi Utraconych Ziem, cofając czytelnika do czasów sprzed wydarzeń opisanych w części pierwszej. Za scenariusz odpowiadał Jean Dufox, za rysunki — Philippe Delaby i Jeremy Petoqueux. Kolorystykę opracowało aż trzech twórców. Zmiana osoby rysownika — przypomnieć należy, że twórcą szaty graficznej cyklu Sioban był Grzegorz Rosiński — wprowadziła nowy styl oraz inny sposób kreacji rzeczywistości. Sam proces tworzenia dzieła upłynął zresztą pod znakiem zmian, ponieważ pod koniec prac nad cyklem zmarł Delaby.

Fot. Czarymary – Asia Kotala Fotografia

Cykl dzieli się na cztery części: Morigany, Gwinea Lord, Czarodziejka Sanctus oraz Sill Valt. Całość fabuły koncentruje się na losach młodego ucznia Zakonu Rycerzy Łaski — Seamusa. Dołącza on do rycerza Silla Valta, którego misja polega na unicestwianiu Morigan — straszliwych czarownic, naznaczonych pierwiastkiem najczystszego zła, upiorów polujących na okoliczną ludność, żywiących się ludzkim mięsem i rozpaczą. W drugim tomie na drodze odważnych rycerzy staje tajemniczy, okryty piekielną zbroją Gwinea Lord, z którym Sill Valt stoczy niejeden pojedynek.

W części tej poznajemy bliżej jednego z przyjaciół Seamusa, owładniętego zawiścią, podążającego tropem obu wędrowców, oraz tajemniczą czarodziejkę. Ten etap podróży oraz liczne, z reguły bolesne doświadczenia znacząco przyspieszają rozwój duchowy i dojrzewanie Seamusa, przypieczętowane inicjacją zgodnie z regułami Zakonu.

W trzecim tomie poznajemy matkę wszystkich czarownic oraz czarodziejkę imieniem Sanctus, która — zrodzona Moriganą — przeszła na stronę światła. Mnóstwo tu pojedynków utrzymanych w konwencji walki dobra ze złem, przy czym część przygód Seamus przeżywa podczas samotnej wędrówki, co jeszcze bardziej go hartuje. Czwarty tom koncentruje się na przygodach Silla Valta, który rusza śladem Gwinei Lorda, dążąc do ostatecznego starcia.

Zgodnie z myślą przewodnią cyklu, w życiu nic nie jest czarno-białe. Podobnie jest w opowieści. Bohaterowie o najczystszych duszach wystawiani są na wiele prób, które pokazują, jak słabą jednostką jest w istocie człowiek. Dobro zwycięża tu połowicznie, ponieważ zła pomimo wszystko nie udaje się wyplenić. Seamus, z jego ideałami, przypomina nieco błędnego rycerza, naiwnego chłopca, którego kształtuje dopiero twarda, brutalna szkoła życia. Nawet anielsko dobra Sanctus nosi w sobie zalążek zła, gdyż z takiej właśnie energii pierwotnie powstała. I odwrotnie — pod koniec cyklu odkrywamy prawdziwą twarz Gwinei Lorda, a wszystkie jego występki okazują się nagle przynajmniej po części uzasadnione sytuacją życiową i niełatwym dzieciństwem.

Dużym atutem historii jest ciekawe nakreślenie skomplikowanych osobowości bohaterów. Mnóstwo tu zwrotów akcji, nie oczywistości i prób zaskakiwania czytelnika nieszablonowymi odpowiedziami. Całość czyta się naprawdę lekko, a od lektury nie sposób się oderwać. I kiedy rozpalony ciekawością czytelnik przerzuca niecierpliwie kolejne karty opowieści, dając się do reszty wciągnąć w fantastyczny świat, gdzieś w połowie czwartej części następuje nagłe „klapnięcie” tak fabuły, jak i akcji. Co prawda pokrywa się to w czasie ze śmiercią pierwszego rysownika, można więc domniemywać, że w całym projekcie zabrakło nagle odżywczego, twórczego podejścia. Sam koniec cyklu jest napisany mocno topornie, trochę na siłę; brak tu pierwotnej lekkości, z którą płynęła większa część opowieści. Sceny kończą się dość banalnie, jakby cały projekt nagle zaczął osiadać na mieliźnie. Trochę to czytelnika rozczarowuje. Kulminacyjny moment cyklu, będący zarazem pomostem pomiędzy Rycerzami Łaski a Sioban, jest rzuconą od niechcenia oczywistością — na zasadzie głębokiego odetchnięcia, że wreszcie udało się to skończyć.

Pomimo opisanych braków, fabułę jako całość oceniam bardzo wysoko — z racji doskonałego przygotowania scenariusza pierwszych trzech tomów cyklu.

Ku mojemu zaskoczeniu, w tym cyklu mamy do czynienia z nieco inną konwencją obrazu niż w Sioban. Jak wspomniałam, wynika to wprost ze zmiany osoby rysownika. Z całą pewnością jest o wiele bardziej mroczno i krwawo. W przeciwieństwie do pierwszej części, w której większość postaci była totalnie realistyczna, Rycerze Łaski intrygują wielością potworów i antropomorficznych stworzeń. Dużo tutaj zdecydowanych, splamionych posoką i okrucieństwem scen. Krew leje się strumieniami, fruwają odcinane głowy. Mnóstwo otwartych ran, agresji i przemocy. Cykl ten jest o wiele bardziej brutalny niż pierwsza część serii i z tego powodu dedykowany wyłącznie czytelnikom dorosłym. Prócz przemocy, mamy tu też do czynienia z pewną dozą erotyki podanej w przyjemny, subtelny sposób. Drugi z rysowników zachował dotychczasową konwencję, przy czym brak tu pierwotnego polotu. Gdyby nie odejście jednego z twórców, mielibyśmy do czynienia z komiksem doskonałym. A tak — jest po prostu świetnie.

O ile Sioban zaintrygowała mnie, o tyle szata graficzna Rycerzy Łaski naprawdę mi się podoba. Wartka akcja, kolorystyka nawiązująca do otchłani i piekieł idealnie wpisują się w konwencję krwawych zdarzeń osadzonych w fantastycznym świecie stylizowanych na średniowiecze czasów. W rysunkach odnajduję to, co najbardziej przemawia do mnie w komiksach (a także malarstwie czy fotografii) — wyraziste i głębokie barwy, szczegóły, nieszablonowe podejście do wizji potworów przywodzące na myśl inspirację twórczością Beksińskiego. Wszystko to sprawia, że na dobrą sprawę wydawca oddał w nasze ręce prawdziwe obrazy. Część z nich w dużym formacie chętnie powiesiłabym na ścianach mojego mieszkania.

Gratką dla wielbicieli tego rodzaju utworów będzie obszerny szkicownik rozpoczynający wydanie — nie tylko z rysunkami stworów, ale również przedrukiem monochromatycznej wersji jednej ze stron komiksu. Czytelnik na własne oczy może zobaczyć, jak wielkim przedsięwzięciem jest jego stworzenie – od konceptualizacji wyglądu poszczególnych bohaterów, poprzez przemyślany układ paneli i rozrysowanie scen. Komiks jest sztuką, naprawdę.

Podobnie jak w przypadku pierwszego cyklu, otrzymujemy do rąk naprawdę solidne wydanie. Oprawa jest twarda, laminowana, z pięknym obrazem na obwolucie. Tłoczenia przy grzbiecie oraz świetne szycie sprawiają, że album jest naprawdę wytrzymały. Dobrej jakości papier idealnie oddaje nasycenie, zakresy tonalne i szczegóły grafiki.

Czujne oko wychwyciło jedną wpadkę korektorską, która jednak blednie mocno w zestawieniu z naprawdę wysokich lotów szatą graficzną.

Obowiązkowa lektura dla fanów średniowiecznej fantastyki, wszelkiej maści szamanów i tarocistów. Koneser sztuki odnajdzie tu prawdziwe arcydzieła rysunku, zaś logik – zgrabnie utkaną fabułę. Zwracam szczególną uwagę na ryzyko zarwania nocy, ponieważ komiks czyta się jednym tchem. Pozycja, którą stanowczo warto włączyć do swojej kolekcji z uwagi na walory artystyczne.

Technikalia:

  • Scenariusz: Jean Dufaux
  • Rysunki: Philippe Delaby, Jeremy Petiqueux
  • Kolory: Jeremy Petiqueux, Berengere Marquebreucq, Sebastien Gerard
  • Przekład z języka francuskiego: Wojciech Birek
  • Klub Świata Komiksu: album 2031
  • Format: 234×312 mm
  • Liczba stron: 240
  • Oprawa: twarda
  • Papier: kredowy
  • Druk: kolor
  • ISBN-13:9788328149427
  • Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o.
  • Data wydania: 24 marzec 2021
  • Seria: Skarga Utraconych Ziem
  • dla dorosłych

Opublikowane przez Czarymary

Fotografia, książki, komiksy, magia. buycoffee.to/Czarymary

2 myśli w temacie “Skarga Utraconych Ziem. Rycerze łaski – wydanie zbiorcze

    1. Rosiński wiadomo, ale tu jest inaczej, ale równie apetycznie. Fabuła jak mówię siada, ale dopiero pod koniec. Ogólnie całość czytałam jakoś mega w noc, bo nie mogłam się oderwać. Tutaj – takie mocno fotograficzne niektóre kadry, pod względem kompozycji, widziałabym u siebie na ścianie. W tzw.wolnej chwili polecam 👌

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: