Kot Simona i kociokwik

Mój pierwszy komiks przeczytany od czasów dzieciństwa i podarowany wyłącznie dlatego, że sama jestem właścicielką trzech kocich upiorów, pozostawił po sobie lekki niedosyt. Wyłącznie dlatego, że osobiście preferuję nieco inną konwencję budowania historii. Nie przepadam też za monochromatycznymi rysunkami, wolę kolor i dopracowanie obrazu w najdrobniejszych szczegółach. Przed napisaniem recenzji przeczytałam jednak komiks ponownie, starając się zachować chłodny obiektywizm.

„Kot Simona i kociokwik” jest trzecim albumem z cyklu; wcześniej nakładem wydawnictwa W.A.B. ukazały się „Kot Simona. Sam o sobie” (2009) oraz „Kot Simona. Za płotem” (2010). Przygody tytułowego kota są ponadto znane z cyklu kreskówek ukazujących się na YouTube, które zdobyły kilka wyróżnień w 2008 roku. Smaczku dodaje fakt, że autor komiksu sam jest właścicielem futrzaków i opisywane historie są po prostu z życia wzięte. Poczułam, że w szalonym świecie kotów i ich kocich problemów nie jestem sama i jest ktoś, kto doskonale rozumie moje sprzeczne często emocje w tym zakresie.

Historia rozpoczyna się w momencie znalezienia przez Simona małego kociaka. Wraz z pojawieniem się nowego członka rodziny, utarte dotąd schematy funkcjonowania domu się zawalają. Pierwotny władca na włościach – dorosły kot – od tej chwili zmuszony jest walczyć o byt; o każdą porcję jedzenia, uwagę właściciela, miejsce do spania i święty spokój. Sama fabuła ma postać zamkniętej od punktu A do B historii, w ramach której opisane są różne przygody z życia kotów. Wszystko to w formie humorystycznych obrazków. Komiks jest naprawdę pełną uśmiechu, luźną opowieścią, po którą warto sięgnąć po ciężkim dniu w pracy. Nadmienić należy, że komiks ma charakter niemego; nie uświadczymy tutaj ani jednego dymka z dialogami, zaś sensu opowieści czytelnik musi domyślać się sam. Nie jest to trudne. Taka forma pobudza dodatkowo prawą, odpowiadającą za twórcze myślenie półkulę mózgu, zatem polecam komiksy nieme tym wszystkim, którzy chcieliby w przyjemny sposób i bez wysiłku zintegrować pracę mózgu.

Jeśli chodzi o szatę graficzną, jest ona stosunkowo prosta. W komiksie oglądamy czarno białe rysunki. Większość z nich to pozbawione zbędnych szczegółów szkice. Ma to swój sens, ponieważ bardziej podkreśla opowiadaną w danym momencie przygodę. Znajdują się tu jednak także rysunki bogate w detale. Oczywiście tylko taka forma koresponduje z fabułą pozycji. Nie wyobrażam sobie bowiem, by żartobliwe, pełne humoru ekscesy można było narysować inaczej. Całość jest spójna, przypominając kolejne kadry kreskówki.

Wielkie ukłony także dla wydawcy, gdyż komiks jest w twardej, solidnej oprawie, porządnie zszyty. Na to nałożono niebieską obwolutę, zawierającą szkice, którą łatwo zdjąć do czytania.

Komiks jest uniwersalny, przeznaczony tak dla starszych, jak i małych czytelników. Oba koty Simona bardzo spodobały się moim synom. Jest to świetna pozycja dla całej rodziny, do wspólnego przeczytania tak w zimowy wieczór, jak i podczas wakacji. Cudna alternatywa dla pełnych agresji kreskówek, którymi fascynują się obecnie dzieci.

Technikalia:
Seria: Kot Simona (#3)
Format: 210×165 mm
Liczba stron: 240
Oprawa: twarda w obwolucie
Papier: offsetowy
Druk: cz.-b.
ISBN-13: 9788377475454
Data wydania: 5 październik 2011

Opublikowane przez Czarymary

Fotografia, książki, komiksy, magia. buycoffee.to/Czarymary

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: