Venom (Superzłoczyńcy Marvela tom 8)

Odkładając ten tom, nie chcę bawić się w sentymenty. Ostatni tom mini kolekcji Superzłoczyńcy Marvela pozostawił po sobie delikatny posmak zmarnowanej szansy, gdyż dobór historii był nader ciekawy. To chyba jedyny na liście SBM i SM, gdy historia originu jest znacznie lepsza od współczesnej historii. Mic drop. 

Ale po kolei. Jak już zaznaczyłem we wstępie, zacząłem od mocnego wstępu, pojawienie się Venoma w osobie Eddie’go Brocka w jubileuszowym 300 numerze Amazing Spider-Man. Historia powtórzona ostatnio w drugim Epicu od Wydawnictwa Egmont, ponowna lektura zawsze mile widziana, jest to jeden z najpiękniejszych momentów tej serii, na długo zostaje w pamięci. Szczególnie że wprowadzona tu postać rozpala wyobraźnie czytelników po dzień dzisiejszy, z wydawaną u nas na zbiorczo serią Donny’ego Catesa na czele. Trzeba zaznaczyć w tym miejscu, iż wiele elementów w tym momencie stanowi zagadkę postać nowego złola sprawia, że czytelnik snuje w swojej wyobraźni teorie, tworzy własne interpretacje. Dużo rzeczy pozostaje w rękach czytelnika, opowieści między kadrami tworzą się same. Jest to zasługa dwóch osób Davida Michelinie’a, który odpowiada za scenariusz tego powiększonego zeszytu, tak mocno wbijającego się w Uniwersum Marvela. Mamy tu wiele nawiązań, m.in. do zabawkowego eventu Secret Wars, dzięki któremu postać symbiota zaczęła mieszać w życiu pajączka. No i rysunki Todda McFarlane’a, coś, co dla wielu jest wyznacznikiem jakości tej serii, pomimo iż poziom dalszych historii niekoniecznie stanowi ciekawą ofertę czytelniczą. Fakt faktem, zeszyt ten jest kultowy i o dziwo zgadzam się z jego kolejnym powieleniem. 

A potem historia współczesna, która tylko sprawiła mi zawód. Nie myślcie, że nie szukałem w niej plusów. Ba! Można powiedzieć, że są nim rysunki Angela Medina’y, który mocno zafascynował się pajęczym originem Venom. Na jego rysunkach postać ta sieje wszędzie sieci, rozgaszcza się w pomieszczeniach, zostawiają czarne przestrzenie, mono wypełniające kadry. Nie będę tu smęcił na jakość tych prac, gdyż jest naprawdę dobra, wpisuje się w ideę, którą Zeb Wells założył sobie pisząc “Mroczny początek”. A jest nią do bólu kłująca w oczy dosłowność i to we wielu aspektach narysowanej jak i opowiadanej historii. Na początku myślałem, że będzie to historia Brocka, w którym rozwinie się jego osobowość, ale nie, od razu w twarz dostałem jego osobowość typu przegryw i wierutny kłamca. Aż za dużo tych przykładów padło, łącznie z epatowanie jego szelmowskim uśmiechem jak chorągiewką. Bo Todd McFarlane zrobił z tego element grozy, a nie stały motyw i było to dobre, tu twórcy poszli w oczywistą oczywistość, wielokrotne pokazywanie prosto w oczy tego co jest tajemnicze. A potem było jeszcze gorzej, zretconowano 300 zeszyt Amazing Spider-Mana, dodając co? No oczywiście, że oczywistość! Tak więc po lekturze stwierdzam, że wystarczyłaby mi pierwsza historia, przez którą zazwyczaj przebijałem się z bólem, gdyż to były ramotki niedające się prawie że czytać. Taki trochę słodko gorzki koniec tej kolekcji, sprawiający, że najzwyczajniej w świecie nie będzie mi jej żal. Czas zapomnieć o Marvelu i ruszyć w stronę DC, bo tam jest naprawdę godnie 🙂

Plusy:

🕷️no jasne, że 300 zeszyt serii Amazing Spider-Man jako całość.

Minusy:

💦no ciemne, że fabuła “Mroczny początek”. 

TECHNIKALIA:

Scenariusz: David Michelinie, Zeb Wells

Rysunki: Todd McFarlane, Angel Medina

Przekład: Marek Starosta, Dominik Szcześniak

Korekta: Agata Ostrowska

Korekta merytoryczna: Sebastian Smolarek

Oprawa: twarda

Data: 17 listopada 2021 roku

Liczba stron: 176

Druk: kolorowy

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: