Apocalypse (Superzłoczyńcy Marvela tom 7)

Muszę przyznać szczerze, iż ugrzązłem na dłużej z tym tomem, nie mogłem przez niego przebrnąć, lecz nadszedł ten czas, aby powiedzieć „do widzenia” tej mini kolekcji, podjąć zdecydowane kroku. Dokończyłem opowieści z Apocalypse’m, nadal było mi ciężko, jednak cieszę się, że mam go za sobą mogę zatem wydać ostateczny wyrok. 

W ramach siódmego tomu Superzłoczyńców Marvela dostałem dwie historie, pierwsza ramotkowa autorstwa Boba Laytona i Louise’a Simonsona przybliżyła mi działalność pierwszej wersji X-Factor. Po lekturze Uncanny X-Force nie tego się spodziewałem, historia oprócz pojawienia się tytułowego złoczyńcy tak naprawdę zafundowała mi podróż w przeszłość, rozczarowując historią, gdyż Rick Remender zrobił to o wiele lepiej. I to zostanie przede wszystkim w mojej głowie, tu dostałem typową dla X-Men telenowelę z odrzuceniem przez ludzi w tle. Są miłostki, są dylematy moralne, są walki, a przede wszystkim przegadane kadry. Dla mnie jedynie jako ciekawostka. 

Znacznie więcej spodziewałem się po drugiej historii „Nadejście Apocalypse’a” autorstwa Terry’ego Kavanagh i Jamesa Feldera z rysunkami Adama Pollina i Anthony’ego Williamsa. Dorabianie oczywistego originu czasami się nie sprawdza, tutaj tak się właśnie stało. Po tym jak przeczytałem pierwsze informacje na temat originu Apocalypse’a w mojej głowie urodziła się oniryczna wprost wizja Egiptu, z licznymi nadnaturalnymi elementami. W rzeczywistości dostałem pokrętną historię o wielkim przeznaczeniu stojącym za wyrzutkiem. Jest tutaj niechciane dziecię, o dziwnym obliczu, które zostało wychowane przez lud pustyni o brutalnych obyczajach, jest jego strażnik i oczywisty zły charakter. Wspomniane przeznaczenie to kwestia faraona Rama-Tuta, imię to powinno wam się kojarzyć niezbyt dobrze. Jest to jedno ze wcieleń Kanga, który w owym czasie rezydował w Egipcie, czekając na z góry znane momenty w czasie, by ukształtować je na swój obraz i podobieństwo. Jak powszechnie wiadomo, nie wszystko musi się udać, przeznaczenia lubi płatać figle, w szczególności rękoma niepokornych osób, którzy wychowali się, będąc biczowanymi pogardą z każdej strony. Spodziewałem się większej ilości pokazów mocy obu Panów, jednak otrzymałem kilka fajerwerków, które tylko zrobiły z Apocalypse’a typowego złola miesiąca. Dużo pustych słów i to w zasadzie tyle.  

W rozczarowaniu nie pomogły rysunki Adama Pollina i Anthony’ego Williamsa, które wręcz mnie odrzucały swoją pokracznością i teatralnymi pozami. Gdyby pozbyć się tych elementów na rzecz większego realizmu byłoby znacznie lepiej, mrok mógłby rywalizować z wymarzonym oniryzmem. A tak dostałem coś, co w ogóle nie jest blisko mojego smaku i estetyki. Ogólnie mówiąc, tom mnie rozczarował, spodziewałem się czegoś na miarę Uncanny X-Force czy też Wolverine Origins, tu usłyszałem jedynie delikatne puf. 

Plusy:

👹pierwotne X-Force.

Minusy:

🙏origin Apocalypse’a 

🙏rysunki w originie. 

TECHNIKALIA:

Scenariusz: Bob Layton, Louise Simonson, Terry Kavanagh, James Felder

Rysunki: Adam Pollina, Anthony Williams

Przekład: Dominik Szcześniak

Korekta: Agata Ostrowska

Korekta merytoryczna: Sebastian Smolarek

Oprawa: twarda

Data wydania: 3 listopada 2021 roku. 

Liczba stron: 160

Druk: kolorowy. 

Opublikowane przez Mikołaj

Komiksoholik z ADHD 🙃

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: